Dobrobyt, duchy i głód sensu

Dlaczego w XXI wieku wciąż wracamy do animistycznego widzenia świata

Z perspektywy historii Homo sapiens żyjemy w czasie wyjątkowej stabilizacji podstawowych warunków ludzkiego życia. Współczesnym społeczeństwom dobrobytu udało się zapewnić to, co przez większą część dziejów pozostawało nieosiągalne: względną przewidywalność jutra, stały dostęp do pożywienia, schronienie, ochronę zdrowia, rozwój technologii oraz możliwość planowania życia poza trybem ciągłego zagrożenia. W wielu obszarach świata człowiek przestał funkcjonować wyłącznie w logice przetrwania, a jednak właśnie w tym momencie coraz wyraźniej ujawnia się zjawisko, które nie mieści się w narracji postępu: powszechne poczucie pustki, kryzys sensu oraz rosnące zainteresowanie duchowością poza ramami religii instytucjonalnych.

Coraz częściej zainteresowanie to przybiera formę animistycznego widzenia świata, postrzegania rzeczywistości jako żywej, zamieszkanej i zdolnej do relacji. Przejawia się ono w pracy z rytuałem, roślinami i ciałem, w uważności na znaki, cykle i relacje, a także w doświadczeniach transowych czy psychodelicznych. Zjawisko to nie dotyczy marginesu ani kontrkultury, lecz coraz szerszej grupy ludzi wykształconych, refleksyjnych, funkcjonujących w samym centrum nowoczesnych struktur społecznych.

W klasycznym ujęciu antropologicznym animizm definiowany jest jako wiara w duchy i dusze zamieszkujące ludzi, zwierzęta, rośliny, zjawiska naturalne i elementy krajobrazu. To rozumienie bywa jednak sprowadzane do uproszczonego obrazu „prymitywnej wiary w duchy”. W tym tekście świadomie używam pojęcia animizmu szerzej i inaczej: nie po to, by zaprzeczyć istnieniu duchów, lecz by zwrócić uwagę no to co często takim definicjom i uproszczeniom umyka.

Dla ludzi animistycznych świat duchowy nie istniał jako oddzielna, odcięta rzeczywistość. Świat materialny i duchowy przenikały się i współistniały w jednym porządku doświadczenia. Duchowość nie była dodatkiem do świata, lecz sposobem jego przeżywania. Świat był jednocześnie materialny i duchowy, a granice między tymi wymiarami miały charakter płynny.

Duchowość jako uniwersalny wymiar ludzkiego doświadczenia

Duchowość nie jest dodatkiem do życia ani wytworem konkretnej religii. Jest raczej sposobem, w jaki człowiek doświadcza rzeczywistości w momentach styku z granicami kontroli, wiedzy i sensu. Wobec narodzin, śmierci, choroby, kryzysu czy zachwytu pojawia się potrzeba znaczenia i relacji, której nie da się w pełni sprowadzić do opisu funkcjonalnego.

Uderzające jest to, że w bardzo różnych kulturach duchowość przyjmowała zbliżone struktury: trójpodział rzeczywistości na świat dolny, środkowy i górny, obecność duchów przodków i bytów pośrednich, wyobrażenie osi świata oraz rytuały przejścia. Nie są to przypadkowe zbieżności ani wyłącznie efekt transferu idei. Wiele kultur, które wykształciły te schematy, nie miało ze sobą kontaktu, a mimo to opisywały świat w niemal identycznych kategoriach.

Najbardziej przekonujące wyjaśnienie tej powtarzalności nie polega na tezie, że ludzie „wymyślili” podobne wierzenia, lecz na założeniu, że podobnie doświadczali rzeczywistości, niezależnie od miejsca, epoki i warunków, w jakich żyli.

Przez większość swojej historii człowiek żył w bezpośredniej zależności od przyrody. Musiał ją uważnie obserwować, znać jej rytmy, reagować na jej zmienność. Od tej relacji zależało jego przetrwanie. Świat nie był martwym tłem, lecz aktywnym uczestnikiem codziennego życia, czymś, co odpowiadało, zaskakiwało, wspierało albo zagrażało. W tym sensie animizm nie był religią w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, lecz trybem percepcji świata. Istniały rytuały, miejsca i osoby pośredniczące, ale sacrum nie było wyłączone z codzienności. Było w nią wpisane i z nią splecione.

Wiara, doświadczenie i zaufanie wobec niewidzialnego

Współczesny język często sprowadza duchowość do „wiary w coś”, rozumianej jako przyjęcie nieweryfikowalnych twierdzeń. Tymczasem dla ludzi dawnych kultur duchowość była przede wszystkim doświadczeniem i praktyką. Nie pytali oni, czy świat duchowy istnieje „obiektywnie”. Żyli tak, jakby był realny, ponieważ ich codzienne doświadczenie to potwierdzało.

Symbol, mit i rytuał nie były dodatkiem do życia, lecz sposobem poruszania się po rzeczywistości, mapą orientacyjną w świecie postrzeganym jako wielowymiarowy i relacyjny.

Nowoczesność i osłabienie relacyjnego widzenia świata

Nowoczesność przyniosła radykalne przesunięcie: za realne i wartościowe uznała przede wszystkim to, co mierzalne, przewidywalne i poddające się kontroli. To, co symboliczne, rytualne i transowe, zaczęto traktować z dystansem, ironią lub lekceważeniem, jako coś prywatnego, niepoważnego lub „zabobonnego”. Lecz mimo represji animistyczna duchowość nie zniknęła, lecz przyczaiła się w podziemiach psychiki.

Jednocześnie człowiek został stopniowo oddzielony od ciała i natury. Świat stał się zasobem, a nie relacją. Efektem jest życie sprawne i funkcjonalne, lecz często pozbawione głębszego poczucia sensu.

Religia, czy instytucyjna utrata płynności

Religijność nie zniknęła wraz z nowoczesnością. Przez wieki chrześcijaństwo było nośnikiem symboliki, rytuału i duchowego znaczenia. Z czasem jednak coraz silniej wiązało się z instytucją, hierarchią i kontrolą. Duchowość została podporządkowana doktrynie i normie. Nie oznacza to oczywiście braku autentycznego doświadczenia duchowego w chrześcijaństwie, istniało ono w mistyce, kontemplacji i bezpośredniej relacji z sacrum. Ten nurt był jednak marginalizowany, a dla wielu współczesnych ludzi religijna narracja przestała odpowiadać na głębsze, egzystencjalne potrzeby sensu, relacji i doświadczenie znaczenia świata. Nie odchodzą więc oni od duchowości jako takiej, lecz od duchowości opartej na przymusie i opresji.

Dlaczego animizm wraca?

Animizm wraca nie jako zamknięty system wierzeń, lecz jako sposób bycia w świecie. Nie neguje istnienia pośredników ani tradycji, ale nie oddziela sacrum od codzienności. Pozwala doświadczać sensu w zwykłych czynnościach, w ciele i w relacji z przyrodą, bez konieczności podporządkowania się jednej dominującej narracji.

W świecie fragmentarycznym i indywidualistycznym odpowiada on na głęboką potrzebę wspólnoty i zakorzenienia. Nie jest ucieczką od nowoczesności, lecz próbą uzupełnienia jej o wymiar, którego nie udało się z niej usunąć.

Czy świat duchów naprawdę istnieje?

Zatem czy świat duchów naprawdę istnieje? Zarówno odpowiedź „tak, istnieje”, jak i „nie, to tylko projekcja” okazują się fałszywe w swojej prostocie.

Najuczciwiej byłoby powiedzieć, że samo pytanie o to, czy świat duchów „istnieje”, jest pytaniem źle postawionym. Zakłada ono bowiem nowoczesny podział na to, co obiektywne i mierzalne, oraz to, co subiektywne i „jedynie przeżywane”, podział, który nie był obecny ani w doświadczeniu kultur animistycznych, ani w wielu tradycjach duchowych.

Doświadczenie świata duchów nie funkcjonowało tam jako prywatna projekcja jednostki, lecz jako wymiar rzeczywistości, z którym wchodzono w relację. Jego powtarzalność, wewnętrzna spójność i zdolność organizowania sensu życia sugerują, że nie sposób sprowadzić go ani do czystej materii, ani do indywidualnej fantazji. To, że współczesny język ma trudność z jego opisem, nie oznacza jeszcze, że mamy do czynienia z czymś nierzeczywistym. Nauka wielokrotnie pokazała już, że granice tego, co realne, nie pokrywają się w prosty sposób z granicami tego, co mierzalne.

Czego naprawdę szukamy?

Dobrobyt nie rozwiązał problemu człowieka, ponieważ człowiek nie jest jedynie organizmem biologicznym. Potrzebuje świata, który nie tylko działa, lecz także wchodzi w relację, reaguje, jest obecny, towarzyszy i tłumaczy.

Być może więc pytanie, które warto dziś postawić, nie brzmi: czy świat duchów istnieje, lecz: dlaczego mimo setek, a może tysięcy lat prób wykorzenienia doświadczenia duchowego, ono wciąż powraca. Przez długie wieki próbowano odciąć człowieka od tego, co intuicyjne, symboliczne, rytualne i dzikie. Karano za to, wyśmiewano, palono na stosach, mordowano. Efektem nie było jednak zniknięcie tej potrzeby, lecz narodziny lęku i wstydu wobec własnego doświadczenia, bo potrzeba, jak widać, przetrwała. I być może właśnie w tym tkwi jej siła, nie w dowodzie ani w nazwie, lecz w tym, że jest starsza niż każda instytucja, trwalsza niż każda ideologia i uparcie obecna w ludzkim doświadczeniu, nawet wtedy, gdy próbujemy ją zagłuszyć.